14.12.2011 :: 23:25 |
Link |
Komentuj (0)Jutro zabierają samochód taty. Czekałyśmy na to niemal dokładnie 3 lata. A jednak... Płakać mi się chce. Na początku ten widok powodował ból, bo za każdym razem, kiedy go widziałam na podwórku wydawało mi się, że tata jest w domu, a potem ta myśl, że nie, nie ma i już nigdy nie będzie... Potem, powoli, przywykłam do myśli, że to nic nie znaczy i zaczęłam się niecierpliwić, że nie zabierają auta, że ciągle kłuje nas w oczy. No i w końcu zabierają. Jutro rano. Jutro po przyjeździe do mamy już go nie zobaczę. I zbiera mi się na płacz. Dzisiaj się z nim pożegnałam, pogłaskałam tę ostatnią właściwie namacalną rzecz po nim. Ostatni wóz, którym jeździł. W komórce mam kilka zdjęć tuż sprzed dnia, kiedy zabrali tatę do szpitala. Wracaliśmy we trójkę z zakupów świątecznych, ja w czapeczce Mikołaja..... KURWA!!!! Mam taki żal do losu!!!! ;(
07.07.2011 :: 09:07 |
Link |
Komentuj (1)Moja intuicja nigdy jeszcze się nie pomyliła. A teraz aż furczy.... :/
I jeszcze ta beznadziejna pogoda!!!! :/
05.03.2011 :: 22:23 |
Link |
Komentuj (0)Czytam po raz któryś "Pat ze Srebrnego Gaju" i myślę, że wcale się bohaterce nie dziwię.... Niechęć do zmian, kiedy ma się wszystko co do szczęścia potrzebne. A jednocześnie wiem, że nie znoszę stagnacji. Ale boję się zmian. I tak rozdarta sama już nie wiem czego chcę i co jest dla mnie najlepsze... Z jednej strony marzenia wynikające m.in. z wychowania, obserwacji, przekonania, że w życiu wszystko ma swój naturalny porządek rzeczy i pewne zdarzenia powinny następować po sobie, i to nie w odstępach wieeeelu lat, a z drugiej.... Z drugiej strach, jak będzie jak się cokolwiek w życiu zmieni. Są rzeczy, które mnie gnębią, które depczą mi po piętach i coraz bardziej się boję, że może już jest za późno na ich realizację i ogarnia mnie jeszcze większy strach, co będzie, jeśli tak rzeczywiście jest. Ale jednocześnie dałabym bardzo wiele, żeby mieć jeszcze parę lat, lat które mogłabym spędzić nie myśląc o tym wszystkim. Ale czas nie mały, w miejscu nie stanie.... I tym sposobem gonię w piętkę. Okropne, tak nosić w sobie jedną wielką sprzeczność! Męczy mnie to, stresuje, wkurza i dobija. Jestem egoistką bez odpowiednich instynktów. Zazdroszczę kobietom, które są przekonane co do niektórych decyzji. Jak ja im zazdroszczę...
Niech przyjdzie już ta cholerna wiosna, może spojrzę na wszystko z innej perspektywy, może zacznę mieć dobry humor i łaskawsze spojrzenie na siebie. Na razie mam ochotę wleźć pod kołdrę i nikomu się się nie pokazywać :/
No i wydałam kupę kasy na poprawę wyglądu i samopoczucia. Trwała już spływa, kolor nie taki jak marzyłam... Gdyby to kosztowało mniej, no to pal licho, odczekałabym jeszcze trochę i coś z tym zrobiła. Ale po wydaniu dla mnie niemałych pieniędzy jestem maksymalnie wkur....na efektem. Miał być szał ciał i.... szału nie ma. Tylko dół, że wypieprzyłam bez sensu kasę, a tu zaraz ubezpieczenie wozu i przegląd i... AAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!! Chyba zacznę regularnie grać w totka, albo pomyślę nad jakimś super interesem... Ha ha. :/ Generalnie - mam doła.
04.12.2010 :: 09:39 |
Link |
Komentuj (1)Nie pisałam od sierpnia? Nieźle... Czas tak leci. Pędzi jak zwariowana lokomotywa i nie daje chwilki wytchnienia. A ja mam mętlik w głowie... Taki wielki kłąb myśli i nie wiem, za którą nitkę pociągnąć, żeby to rozwikłać. No i jeszcze czy ja w ogóle chcę je rozwikłać. Czasami wydaje mi się, że im więcej myślę, tym głupsza jestem... :/
12.08.2010 :: 15:06 |
Link |
Komentuj (0)Marzę o bezludnej wyspie. Nie na zawsze, myślę, że znudziłabym się dość prędko... Ale tak na 3 dni chociaż. Jakaś plaża, dużo zieleni wokół, leżak, piasek, szum fal. I cisza.
Nerwy mam w strzępach. Nie udało się wypocząć. A teraz czekanie do następnego lata... PORAŻKA.
:/
22.06.2010 :: 13:50 |
Link |
Komentuj (1)Noooooosi mnie! ;D
Nie mogę się doczekać piątku choć mam tez malutkiego stracha... Niektórzy wiedzą o co chodzi a reszta się dowie z opisu późniejszego ;P Już o niczym innym nie chce mi się myśleć.... Może ja powinnam jakąś firmę założyć? Jaką - o tym też później :P
A w firmie totalne rozprężenie. Szefowa stwierdziła, że potrzebuje wakacji, nie może się doczekać lipca i "ma wszystko w dupie!" Świetna dla mnie motywacja ;P Momentalnie też mi się odechciało. Nie, żebym pałała wcześniej ogromną chęcią ku robocie, ale starałam się zmotywować, żeby przed wakacjami pokończyć pewne sprawy, żeby raporcik nie wyszedł tragicznie... A teraz jakoś tez zaczynam mieć to w poważaniu ;P Głowa już totalnie w chmurach.... ;D
No i muszę to napisać - jestem poootwornie zakochana! :D Obrzydliwie i paskudnie! Od rana do nocy i od nocy do rana, hihihih. Przyznaję, że ciut się bałam tego pomieszkiwania, ale... jest cudownie :) I TAK MA BYĆ!!! ;D
:* dla każdego (tylko w różne miejsca ;P )